Zwiedzanie Krakowa na głodniaka to błąd. To miasto, które w ostatnich latach stało się prawdziwą śniadaniową stolicą Polski. Bajgle, szakszuka, chałka z owocami czy klasyczna jajecznica? Wybór jest ogromny.
Zamiast ryzykować przypadkową kanapkę ze stacji benzynowej, sprawdź naszą listę sprawdzonych miejscówek. Ostrzegamy: czytanie tego tekstu grozi nagłym atakiem głodu!
Król Ulicy: Obwarzanek (To NIE jest precel!)
Zanim usiądziesz w knajpie, musisz zaliczyć krakowski „starter pack”. Niebieskie wózki z obwarzankami stoją na każdym rogu Starego Miasta.
-
Ciekawostka: Obwarzanek krakowski to produkt regionalny chroniony przez UE. Jest wytrawny, posypany solą, makiem lub sezamem.
-
Wskazówka: Kupuj rano! Wieczorem bywają twarde jak kamień. I pamiętaj – to nie precel (precel to ten cienki, ósemkowy).
Kierunek 1: Śniadanie na Kazimierzu (Hipstersko i pysznie)
Kazimierz to dzielnica, która budzi się powoli, ale karmi najlepiej. Tutaj śniadanie płynnie przechodzi w lunch.
1. Hamsa (ul. Szeroka) To absolutny klasyk kuchni izraelskiej/bliskowschodniej.
-
Co zjeść: „Śniadanie Jerozolimskie” albo wybitną szakszukę. Do tego hummus, który jest tu kremowy jak nigdzie indziej.
-
Klimat: Nowoczesny, jasny, z widokiem na Starą Synagogę.
-
Dla kogo: Dla fanów maczania chlebka w oliwie i paście z ciecierzycy.
2. Kolanko Nº 6 (ul. Józefa) Miejsce kultowe, znane z jednego powodu: bufet śniadaniowy.
-
Zasada: Płacisz raz (stała kwota, ok. 30-35 zł) i jesz, ile chcesz. W cenie są sałatki, sery, wędliny, pasty, ciepłe dania.
-
Ważne: W weekendy warto przyjść wcześnie, bo do stolików ustawiają się kolejki.
3. Bajgle (Różne lokalizacje) Mało kto wie, że bajgle wywodzą się właśnie z Krakowa (a nie z Nowego Jorku!). Na Kazimierzu zjesz te prawdziwe – gotowane w wodzie, a potem pieczone. Szukaj lokali takich jak Bagelmama.
Kierunek 2: Śniadanie przy Rynku (Francuski szyk i widoki)
Jeśli wolisz zostać bliżej Drogi Królewskiej, Rynek i okolice też mają swoje perełki.
1. Charlotte (Plac Szczepański) Najsłynniejsza francuska piekarnia w Polsce.
-
Znak rozpoznawczy: Gigantyczna kolejka przed wejściem (serio, w weekendy stoi się na ulicy).
-
Co zjeść: Kosz pieczywa z domowymi konfiturami i czekoladą (klasyk) lub Croque Madame.
-
Czy warto stać? Jeśli kochasz Instagramowe wnętrza i świeży chleb na zakwasie – tak. Jeśli jesteś bardzo głodny – idź gdzie indziej.
2. Camelot (ul. św. Tomasza) Zaułek niewiernego Tomasza to najbardziej magiczny kąt Starego Miasta.
-
Klimat: Jak w starej, artystycznej krakowskiej piwnicy (w pozytywnym sensie). Mnóstwo świec, drewna i sztuki.
-
Co zjeść: Jajka po wiedeńsku w szklance.
Klasyk wieczorny (lub szybki lunch): Zapiekanki z Okrąglaka
Będąc na Kazimierzu, nie możesz ominąć Placu Nowego i stojącego na środku „Okrąglaka”. To mekka zapiekanek. Zapomnij o mrożonkach z mikrofali. Tutaj bułka jest długa na pół metra, chrupiąca i zasypana dodatkami.
-
Gdzie stanąć? Okienek jest kilkanaście. Największe kolejki ustawiają się zazwyczaj do „Endziora”, ale prawda jest taka, że u „Bar na Rogu” czy innych też zjesz świetnie.
-
Cena: To wciąż najtańszy i najbardziej sycący posiłek w mieście (ok. 15-20 zł).




